XStrona główna / Klub / Mistrzowskie Partnerstwo

Mistrzowskie Partnerstwo

27 09 2013

Sezon 2010 - Sukces, czyli srebro to też miejsce w czołówce

Zdobycie w sezonie 2009 złotego medalu spowodowało, że celem na kolejne rozgrywki było utrzymanie miejsca w ścisłej krajowej czołówce, czyli lokata na podium. W sporcie bardzo trudno jednak dokonuje się tej sztuki. Drużynie Falubazu, którą już po raz siódmy wspierała firma Kronopol, ta sztuka się udała. Z wielu powodów nie było to jednak zadanie łatwe…

ZKŻ
10:34:00 więcej
27 09 2013

Sezon 2009 - Spełnione obietnice i marzenia, czyli cały świat już wie…

Już podczas marcowej, przedsezonowej prezentacji drużyny w zielonogórskim Amfiteatrze okazało się, na czym polegało to głębsze przesłanie z październikowego listu firmy Kronopol. Zostajemy z klubem, walczymy o mistrzostwo, a drużyna wraca do nazwy „Falubaz”!

ZKŻ
10:27:00 więcej
06 07 2013

Sezon 2008 - Radość i niepewność, czyli koniec misji?

Do pełnej stabilizacji i osiągnięcia nakreślonego kilka lat wcześniej celu po sezonie 2007 brakowało już tylko jednego ogniwa w składzie ZKŻ Kronopol oraz upragnionego medalu, którego smaku zielonogórzanie nie czuli przez 17 lat. Władze klubu podpisały kontrakt z czołowym polskim zawodnikiem Rafałem Dobruckim, a pierwszą drużynę objął doskonały fachowiec i pedagog Aleksander Janas. Nie oznaczało to jednak, że będzie łatwo. Najpierw trzeba było osiągnąć to, czego nie udało się w sezonie 2007 – awansować do czołowej szóstki.

ZKŻ
11:22:00 więcej
20 06 2013

Sezon 2007 - Rozsądna koncepcja, czyli strategia na przyszłość

ZKŻ Kronopol przystępował z określonymi planami do sezonu 2007. Klub był już na finansowej i organizacyjnej „prostej”, a wzmocnienia zespołu i powrót do korzeni, czyli wyczekana przez kibiców koncepcja składu, dawały nadzieję na skuteczną walkę w odzyskanej Ekstralidze. Kluczowym momentem, mającym wpływ na losy wielu najbliższych sezonów było zakontraktowanie jednego z najlepszych polskich żużlowców, wychowanka klubu, czyli Piotra Protasiewicza! Na ten moment kibice zielonogórskiej drużyny czekali aż 13 lat!

ZKŻ
13:18:00 więcej

Sezon 2006 - Rehabilitacja, czyli… awans na 60-lecie

Poprzednie rozgrywki zakończyły się spadkiem i wielkim rozczarowaniem. Losy kolejnego sezonu 2006 ważyły się już w listopadzie 2005 roku. Nad kontynuowaniem współpracy zastanawiała się firma Kronopol. Swoją poprzednią szansę zielonogórski klub zaprzepaścił, ale nadeszła okazją do rehabilitacji. Tylko silna i odmieniona drużyna mogła sięgnąć po zwycięstwo.

 

Dwudziestego piątego listopada 2005 odbyło się walne zebranie sprawozdawczo – wyborcze ZKŻ Zielona Góra. Głos zabrali przedstawiciele Kronopolu: „Nie podobał nam się styl, jaki prezentowała drużyna, która nie była zgrana w sezonie 2005. Kronopol szuka jednak stabilnych rozwiązań na co najmniej kilka lat, dlatego postanowiliśmy w nadchodzącym sezonie 2006 roku nadal wspierać zielonogórski żużel. Chcemy powrotu do ekstraklasy! Zauważamy również pozytywne strony współpracy: aspekt marketingowy, dobre postrzeganie, okazała wizualizacja na stadionie oraz przychylność kibiców. Poza tym chcemy uczestniczyć w ważnych wydarzeniach z punktu widzenia regionu”.

 

Przedłużenie umowy o sponsoring strategiczny i tytularny było podstawą konstruowania składu sportowego. Już w trakcie poprzedniego, jakże nieudanego sezonu wiadomo było, że warunkiem rozwoju jest zmiana koncepcji drużyny przy utrzymaniu stabilności finansowej klubu. O ten drugi parametr zadbał głównie Kronopol, przy wsparciu w trakcie rozgrywek pozostałych darczyńców. O silny skład zespołu musiał już jednak zabiegać zarząd klubu, tym bardziej, że aspiracje na awans miały drużyny z Ostrowa i Gniezna, a przede wszystkim lokalny rywal z Gorzowa. Udało się przedłużyć umowy z dotychczasowymi liderami, zawodnikami o dużym doświadczeniu ekstraligowym, czyli z Rafałem Okoniewskim i Mariuszem Staszewskim. Władze klubu obrały także kierunek skandynawski, poszukując młodych i perspektywicznych Szwedów. Tak oto karierę z polską ligą rozpoczął przylatujący zimą do Polski na podpisanie kontraktu z małym plecaczkiem na ramieniu Fredrik Lindgren, a także bracia Jonas i Daniel Davidssonowie. Nie zabrakło również fińskiego „folkloru”, czyli Kaja Laukkanena. Ale dwaj zawodnicy byli szczególnie ważni dla zielonogórskiej drużyny i szczególnie wytęsknieni przez kibiców: były mistrz świata, wielki stylista Billy Hamill oraz wracający do macierzystego klubu, wychowanek Grzegorz Walasek, który przychodził do pierwszej ligi jako gwiazda największego formatu. Prowadzenie pierwszej drużyny objął trener Aleksander Janas, który dotąd świetnie pracował z młodzieżą. Tak wyglądał ZKŻ Kronopol u progu sezonu 2006. Silny, zróżnicowany, szeroki, a przede wszystkim odmieniony skład. To był początek planu na kilka najbliższych lat. Wybitni zawodnicy, kojarzeni z klubem z Zielonej Góry, znajdujący się w apogeum swojej kariery i formy. Choć nikt tego głośno nie mówił, bo sport nauczył już wielu pokory, celem ZKŻ Kronopol było zmazanie przed kibicami i sponsorami, w tym przed sponsorem strategicznym i tytularnym, plamy z sezonu 2005, a tym samym powrót do krajowej elity.

 

Sezon rozpoczął się od bardzo ciekawego wydarzenia, jakim był „Weekend z ZKŻ Kronopol”. Zawody towarzyskie na stadionie, spotkania na deptaku i pamiętny przejazd samochodami głównymi ulicami miasta przed kibicami wiwatującymi na widok swoich ulubieńców, a także witającymi sezon po zimowej przerwie. Już pierwszy mecz pokazał, że drużyna ZKŻ Kronopol to silny i zgrany skład. Zielonogórzanie stracili w całym spotkaniu tylko jeden punkt i wygrali rekordowo wysoko z GTŻ Grudziądz. Ale stawka o utrzymanie wysokich wyników w pierwszej lidze była trudna: minimalne, ale zawsze bolesne porażki w Ostrowie i Gnieźnie, remis w Gorzowie i minimalny triumf w Grudziądzu. Łatwo nie było i rundę zasadniczą ZKŻ Kronopol zakończył na drugim miejscu za pretendującą do awansu ekipą z Ostrowa, która przegrała tylko jeden mecz i to minimalnie na torze właśnie w Zielonej Górze. Cel, czyli awans był równie blisko jak daleko. O wszystkim miała zadecydować runda finałowa.

 

W niej decydujący był mecz 20 sierpnia na własnym torze z Intarem Lazurem Ostrów, a ściślej rozmiary zwycięstwa ZKŻ Kronopol. Wynik 61:29, w kontekście kolejnej porażki ostrowian w Gnieźnie, dawał zielonogórzanom komfort przed ostatnim, najważniejszym spotkaniem w Ostrowie. Trzeba było zdobyć „tylko” 30 punktów i być lepszym w dwumeczu. I wreszcie nadszedł  (tu sugeruję dodać datę meczu w Ostrowie Wlkp). Napięcie było ogromne, upadki od początku meczu i… ten tłum kilku tysięcy zielonogórskich kibiców, którzy pojechali do Ostrowa z nadzieją, że już po roku ZKŻ Kronopol powróci do krajowej elity. Tak też się stało, a z planu zdobycia 30 punktów wyszło tych punktów 40! Liderem drużyny był oczywiście Grzegorz Walasek, ale objawieniem był startujący przez niemal cały sezon z rezerwy Fredrik Lindgren. W ważnych momentach nie zawodził „weteran” Billy Hamill, a także Rafał Okoniewski. O losach kilku spotkań po atomowych startach już na wejściu w pierwszy łuk (na przykład w rundzie finałowej w Gnieźnie) przesądził Zbigniew Suchecki. – Nie mogliśmy zawieść kibiców i sponsorów, na czele z firmą Kronopol. Nadszarpnęliśmy zaufania rok wcześniej i teraz bardzo chcieliśmy się zrehabilitować – mówił wtedy prezes ZKŻ Zielona Góra Robert Dowhan.

 

Na zakończenie sezonu na stadionie w Zielonej Górze odbył się „Turniej o Puchar Kronopolu. Awans na 60-lecie”. Wspaniała atmosfera, dawnych wspomnień czar, czyli obecność legend zielonogórskiego żużla, konkurs jazdy na jednym kole, spotkania z zawodnikami. Trochę dobrego żużla, trochę atmosfery sportowego święta, a zawody wygrał… Rafał Dobrucki. Na przybyłych na stadion kibiców czekała niespodzianka – publiczne podpisanie umowy na kolejny sezon z żarskim Kronopolem!

 

Sezon 2006 był początkiem nowej jakości. Ciekawy skład, awans do ekstraklasy, akcje marketingowe, oklejone autobusy MZK, nowa banda pneumatyczna, początek modernizacji stadionu wraz z instalacją sztucznego oświetlenia. Wszyscy, w tym żarski Kronopol, z nadziejami wypatrywali sezonu 2007. Tym bardziej, że mówiło się o kolejnych wzmocnieniach drużyny i powrocie do korzeni…

 

Cdn…

Kamil Kawicki

Sezon 2005 - Spadek, czyli nieunikniona lekcja…

 Po pierwszym, malutkim, wspólnym sukcesie, jakim było ocalenie ekstraligi w sezonie 2004, wszyscy liczyli, że w kolejnym roku uda się awansować do czołowej czwórki rozgrywek. Niestety, wszyscy przeżyli ogromne rozczarowanie, gdyż zielonogórska drużyna z hukiem spadła do pierwszej ligi… To tak naprawdę była konsekwencja wielu wcześniejszych mechanizmów. Cud dwa razy się nie zdarza, a po sezonie 2005 nikt nie miał już złudzeń, że drużyna wymagała gruntownych zmian przy jednoczesnym utrzymaniu stabilizacji finansowej…

 

A miało być tak pięknie… Gdy szóstego grudnia 2004 podczas prezentacji drużyny w Amfiteatrze okazało się, że zielonogórski klub związał się z żarską firmą Kronopol umową o sponsoring strategiczny i tytularny, a ekstraligowa drużyna wystąpi pod nazwą „ZKŻ Kronopol”, wydawało się, że teraz będzie tylko lepiej. To była bowiem wspaniała, historyczna chwila. Takiej umowy i takiego partnera zielonogórski klub jeszcze nie miał. Tym samym Zarząd firmy Kronopol pokazał, że wsparcie w minionym sezonie nie było jednorazowe i wolą koncernu jest budowanie czegoś trwałego i zorientowanego na sukces, a poprzez ekscytujące widowiska sportowe –dawanie satysfakcji lokalnej społeczności. Zgodnie z ówczesnym statutem do zarządu klubu weszło dwoje przedstawicieli sponsora strategicznego: Członek Zarządu firmy Kronopol Maciej Karnicki oraz dyrektor Maria Jolanta Wegner. Szybko pokazali oni, czym jest analityczne postrzeganie i strategiczne myślenie, umiejętność planowania, oceniania i uruchamianie uniwersalnych mechanizmów na płaszczyźnie sportowej, w tym żużlowej. No i oczywiście zarządzanie finansami. Mimo że jedna rata umowy o sponsoring strategiczny i tytularny była większa niż łączne wsparcie jakiejkolwiek firmy w danym sezonie, absolutnie nie oznaczało to, że ZKŻ może wydawać pieniądze na co chce i kiedy chce.

 

Kluczowe parametry

Jak w dobrze zarządzanym przedsiębiorstwie; chciałoby się rzec: „jak w szwajcarskim zegarku”. – Dopiero wtedy mogliśmy z bliska poznać siebie i zobaczyć, jak funkcjonuje znakomicie zarządzana firma i jak chcielibyśmy, aby było u nas – wspominał prezes Robert Dowhan. – Nie wiodło się nam sportowo i w miarę upływu sezonu perspektywy na utrzymanie się w ekstralidze były coraz mniejsze. My musieliśmy już po prostu myśleć o przebudowie zespołu. Ale każde posiedzenie zarządu, na które niezawodnie przybywali pan Maciej Karnicki oraz pani Maria Jolanta Wegner, było dla nas wspaniałą lekcją. Nie musieli oni znać mechanizmów sportu żużlowego, by zdiagnozować pewne problemy. I niezależnie od sytuacji sportowej kluczowe były parametry finansowe, zestawienia księgowe, biznesplany, założenia i wyliczenia. W firmie nie da się bowiem planować choćby miesiąca bez odniesienia do wskaźników ekonomicznych – relacjonuje Robert Dowhan. Sportowo sezon 2005 był porażką. Kilka pojedynczych zwycięstw, ostatnie miejsce w tabeli, zmiana trenera przed play-offami na Romana Jankowskiego, łudzenie się, że jeszcze można coś odmienić w dwumeczu z Lotosem Gdańsk… Niestety, mimo planów i założeń, że skład z sezonu 2004 będzie w stanie powalczyć o czołową czwórkę, szybko okazało się, że jest inaczej. ZKŻ Kronopol spadł z ekstraligi! Nie pomagały różne próby pomocy i wyjścia z kryzysu sportowego. O zapaści finansowej, dzięki firmie Kronopol nie było już mowy, choć do pełnej stabilizacji jeszcze sporo brakowało, gdyż w jednym roku trudno nadrobić wieloletnie zaległości.

 

Natychmiastowa reakcja

Ponadto, brak korzystnego wyniku sportowego zawsze przekłada się na atmosferę w zespole i wokół niego. Już na początku maja na pierwszej stronie „Gazety Lubuskiej” znalazł się artykuł zatytułowany: „Poszło o kasę” i zilustrowany zdjęciem zawodnika siedzącego w plastronie z logotypem Kronopolu na piersi. Reakcja żarskiej firmy była natychmiastowa: telefon, wezwanie, tłumaczenia, wyjaśnienia. Tak nie mogło być w klubie, który miał być profesjonalny i uczyć się od swojego żarskiego mecenasa! Problem był w tym, że zawodnik nie otrzymał przelewu, gdyż… zapomniał wystawić fakturę! Ale powiedział dziennikarzowi dwa słowa za dużo, zrodził się medialny temat, iż zielonogórski klub nie płaci zawodnikom, do tego zdjęcie żużlowca z logotypem Kronopolu na łamach najpoczytniejszego dziennika i… problem gotowy!  Mimo tego odbywały się kolejne posiedzenia zarządu klubu. Analizy, dociekania, a przede wszystkim próby pomocy. Zapewne do dzisiaj niektórzy członkowie zarządu z osłupieniem wspominają ówczesne próby dialogu z niektórymi żużlowcami… Cóż takie to były czasy i z perspektywy lat widać, że ten spadek był nieunikniony, by móc zacząć budować coś nowego, lepszego…

 

Sukces to ludzie

Zarząd firmy Kronopol próbował pomagać w różny sposób. Jednym z nich była integracja zespołu, próba oderwania go od codziennych problemów. Pewnego majowego popołudnia doszło do historycznego, bo pierwszego takiego wydarzenia, które później stało się już piękną i wyczekaną tradycją. Na zaproszenie Zarządu firmy Kronopol, z którym bardzo oddanymi i zaangażowanymi „łącznikami” byli członkowie zarządu klubu, wspomniani już Maciej Karnicki i Maria Jolanta Wegner, cała drużyna wraz ze sztabem szkoleniowym została zaproszona do siedziby Kronopolu, aby poznać jej funkcjonowanie, zakres produkcji i aby po prostu poznać się bliżej. Tak po ludzku. Władze Kronopolu zawsze bowiem powtarzały, że firma i sukces to właśnie ludzie… Do dziś wielu ma przed oczyma żużlowców przemierzających w kaskach wielką fabrykę i z ogromnym zaciekawieniem podziwiających imponujące linie produkcyjne. A później wspaniała kolacja w rezydencji „Janków” w Iłowie Żagańskiej. Piękna, dostojna dworska sceneria, wykwintna kuchnia, podniosła atmosfera tożsama z pełnym profesjonalizmem gospodarzy z Zarządu Kronopolu na początku i wiele śmiechu na zakończenie, bo przemiły wieczór zwieńczył występ znanego aktora i kabareciarza. Takie chwile zapamiętuje się na zawsze, ale… trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że mimo wielu,  różnych prób sportowych i okołosportowych ekstraligi w sezonie 2005 nie dało się uratować…

 

Budowa nowej drużyny

Owszem, seria kontuzji miała wpływ na końcowy wynik sezonu 2005: złamana w Bydgoszczy noga Rafała Okoniewskiego, złamany obojczyk Andrzeja Huszczy i uraz w przededniu ostatniego meczu ówczesnego lidera Nickiego Pedersena. Ale przebieg sezonu pokazał, że trzeba budować nową drużynę, która być może za kilka lat będzie miała szansę powalczyć o medal. Pytanie tylko brzmiało: czy po takim zawodzie i spadku już w pierwszym, pełnym roku współpracy firma Kronopol będzie miała jakąkolwiek ochotę wspierać tak naprawdę drugoligowy zespół, wokół którego w sezonie 2005 było tyle wątpliwości? W ostatnim kwartale roku miały decydować się dalsze losy współpracy z Kronopolem. Istniało bowiem zagrożenie, że otrzymana szansa została zaprzepaszczona. Szwajcarski właściciel, co jak najbardziej zrozumiałe, chciałby utożsamiać się przecież z sukcesami…

 

Cdn

Kamil Kawicki

      

Sezon 2004 - Tak to się zaczęło, czyli jak mentor prowadził ucznia

 Są takie sezony, mecze, a nawet biegi, które decydują o losach klubu na lata. Stwierdzenie, że jeden wyścig zadecydował o wspaniałej, wieloletniej współpracy pomiędzy ZKŻ a żarskim Kronopolem, byłoby uproszczeniem. Ale gdyby nie przebieg pewnego ostatniego wyścigu w lipcowym meczu sezonu 2004, być może zielonogórski sport żużlowy nie byłby w tak znaczącym miejscu, jak obecnie.

 

Gdy 13 grudnia 2003 roku rozpoczynała się nowa era w historii zielonogórskiego klubu i na czele nowego zarządu stanął młody, ambitny, choć jeszcze umiarkowanie znany przedsiębiorca Robert Dowhan, szybko okazało się, że nadchodzą trudne czasy i niełatwe wyzwania dla zielonogórskiego sportu żużlowego. Długi, brak nawet papieru do kserokopiarki, czy funduszy na znaczki pocztowe, nie mówiąc już o jakichkolwiek narzędziach marketingowych. Wierzyciele, ugody, sprawy sądowe na horyzoncie, negocjacje, powolne spłaty zadłużenia – tak to wyglądało u progu sezonu 2004. Do tego ogromne problemy kadrowe targanego kontuzjami i tragediami zespołu. Prezes Robert Dowhan, wraz z gronem oddanych współpracowników, szybko zabrał się do pracy. Marzył mu się taki partner, jak światowy potentat w branży materiałów drewnopochodnych, czyli żarski Kronopol, należący do szwajcarskiego holdingu Swiss Krono Group. – Wielu mówiło mi: tam nie masz po co jechać. Wielu już próbowało. W Zarządzie Kronopolu nie da się nikogo przekonać do żużla – wspomina Robert Dowhan.

 

Istotna wiarygodność

W 2004 roku Prezesem żarskiego Kronopolu był Szwajcar Johann Bitzi, a krajowe stery dzierżył Wacław Maciuszonek. – Wiedziałem, że w kierowaniu klubem sportowym, w tym w kontaktach z tak poważną i zorganizowaną firmą jak Kronopol, trzeba było postawić na biznesowe myślenie i orientację marketingową. Niezwykle istotna była wiarygodność i przejrzystość finansowa. Żeby w ogóle móc zacząć rozmawiać, trzeba było „pokazać” cały klub w sensie finansowym i organizacyjnym. Tam musiał zgadzać się niemal każdy procent w założeniach i wykonaniach budżetu. Zarząd Kronopolu bardzo mocno patrzył na naszą wiarygodność, ale postrzegaliśmy to w kategoriach szansy, wyzwania, może nawet trochę nauki. Byliśmy proszeni o bardzo szczegółowe wyliczenia, symulacje, założenia finansowe i budżetowe, różne tabele i zestawienia. Wcześniej nasz klub nigdy czegoś takiego nie znał. Czuliśmy, że ktoś „wielki” chce nam chyba dać choćby małą szansę. To w pewnym stopniu ekscytowało, choć na pewno budziło obawy. Patrzyliśmy i podziwialiśmy, jak wygląda znakomicie zorganizowana firma. O sukcesach sportowych trudno było wtedy mówić. Rozbita drużyna, zadłużenie z lat poprzednich. Nie było łatwo. Musieliśmy być wiarygodni. Najgorsza prawda była lepsza od mydlenia oczu i rzucaniu słów bez pokrycia. Musieliśmy pokazać potencjał i to się chyba udało, skoro w 2004 roku pojawiła się pierwsza umowa – rozważa po latach Robert Dowhan.

 

Niezapomniany bieg

W połowie lipca 2004, zielonogórska drużyna znajdowała się na ostatnim miejscu ekstraligowej tabeli. W ostatnim meczu rundy zasadniczej podejmowała bardzo silną ekipę z Torunia. Spotkanie było bardzo zacięte, co już stanowiło sukces drużyny prowadzonej przez Jarosława Szymkowiaka. Jednak przed ostatnim biegiem to goście prowadzili dwoma punktami. Ze strony quick-miksu (tak, tak! Tak właśnie nazywała się ówczesna zielonogórska drużyna) Andrzej Huszcza i Piotr Świst, a ze strony Apatora Adriany Toruń praktycznie niepokonani Piotr Protasiewicz i Wiesław Jaguś. Po niewyobrażalnych manewrach na pierwszym łuku i przetasowaniach na przeciwległej prostej zielonogórzanie wygrywają 5:1, triumfują w całym meczu 46:44 i prolongują szansę na utrzymanie się w ekstralidze. – Na drugi dzień rano odbieram telefon i słyszę w słuchawce: proszę być za godzinę u nas w firmie – relacjonuje Robert Dowhan. Na spotkanie oczekiwał Zarząd Spółki Kronopol…

 

Cenne zwycięstwo

Tak zrodziła się pierwsza umowa. Zielonogórska drużyna dostała szansę; tak jakby dar od losu. Albo coś w rodzaju „wędki”. Zarządowi Kronopolu trzeba było pokazać, że przy spełnieniu absolutnie podstawowego warunku, jakim były wskaźniki ekonomiczne i budżetowe, w tym plan naprawczy, aby wyjść z kryzysu finansowego, drużyna potrafi imponować determinacją i ponownie może wygrać w bardzo trudnym momencie, przybliżając się do uratowania miejsca w żużlowej elicie. Kolejnym celem i wyzwaniem był zatem wyjazdowy mecz w rundzie finałowej w Lesznie. Między wierszami można było wyczuć, że to bardzo cenne zwycięstwo ucieszyłoby Kronopol. Tak też się stało! Nazajutrz powtórzyła się sytuacja z telefonem i wezwaniem, na które nie można było nie stawić się…

 

Ekstraliga uratowana

Zielonogórska drużyna wygrała bowiem na torze w Lesznie, następnie u siebie odniosła komplet zwycięstw i uchroniła się przed bezpośrednią degradacją, zyskując prawo do walki w meczach barażowych z ekipą z Lublina. Tej szansy nie można było wypuścić z rąk! Zarząd Spółki Kronopol dał nadzieję, ale oczekiwał i wymagał. Zadanie do wykonania należało do zawodników i władz klubu. Po momentami heroicznym boju w październikowych barażach Ekstraliga została dla Zielonej Góry i całego regionu uratowana! Kronopol od samego początku bowiem powtarzał: aspekt reklamowy to jedno, ale wymiar prospołeczny i aktywne uczestniczenie w życiu lokalnej społeczności to drugie, nierzadko ważniejsze ujęcie.

 

Jak ojciec z synem

Dzisiaj, po latach można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie tamten splot wydarzeń, nie byłoby pomocy Kronopolu i uratowania Ekstraligi. Zielonogórski żużel mógł pójść w zupełnie innym kierunku i nie wiadomo, gdzie znajdowałby się obecnie… Współpraca Zarządu Kronopolu z zielonogórskim klubem to było wtedy trochę tak, jak z ojcem – mentorem, który prowadzi syna – ucznia za rękę. Ojciec chciał pomóc; syn bardzo chciał się od niego uczyć, nie zawieść go i mu dorównać. Udało się! Już wkrótce, w grudniu 2004 roku, na Mikołaja w zielonogórskim amfiteatrze podczas prezentacji drużyny na kolejny sezon miało nadejść historyczne wydarzenie… Kronopol sponsorem tytularnym i strategicznym? Tak spekulowali, może trochę jeszcze wtedy marzyli, najbardziej wtajemniczeni…

 

Cdn…

Kamil Kawicki

EkantorPL
biletynafalubaz.pl
OFT
PGE
MOSIR
eport2000
Panorama Firm
TOYOTASG
Na żużlu jest Fajnie!
Gazeta Lubuska
Fundacja Falubaz Pomaga
 www.sportoldtimergarage.com
Speedway24
Komunikat. Stosujemy pliki cookies m.in. w celach: informacyjnych aby usprawnić i ułatwić Użytkownikowi działanie serwisu www, aby lepiej dopasować wygląd serwisu oraz do zbierania anonimowych, zagregowanych statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Państwa przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniach końcowych. Zawsze można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Szczegółowe informacje znaleźć można w Zarządzanie plikami "cookie". ZAMKNIJ